Magurskie 20 km – relacja Pawła

Ultramaraton magurski bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Już pierwszego dnia jak wszedłem do szkoły dało się odczuć niezwykłą atmosferę. Podchodząc do biura zawodów miało się wrażenie, jakby każdy kto przyjeżdża na ten bieg znał się ze wszystkimi osobami. Po odebraniu pakietu, który się znajdował w ciekawej nawiązującej do klimatu biegu po Magurskim Parku Narodowym z puszczykiem torbie, udałem się ze swoim ekwipunkiem do sali gdzie był nocleg. Organizatorzy już pierwszego dnia przygotowali mnóstwo atrakcji. Najpierw można było obejść i coś zakupić przed biegiem zaczynając od rzeczy biegowych typu żele, latarki, buty do chodzenia po górach, a kończąc na dobrym trunku. W miarę upływu czasu zjeżdżało coraz więcej osób. Wieczorem była przygotowana wycieczka biegowa na szczyt Wysokie, podczas której można było poznać najpierw historię Łemków, a następnie już na szczycie usłyszeć o Magurskim PN. W międzyczasie dla ultramaratończyków przewidziana była odprawa. Po powrocie do szkoły, kto zechciał mógł się wybrać na projekcja filmu “biegacze”. Następnego dnia czekała na mnie dwudziestka więc po wycieczce wybrało się odpoczynek. Ten nie trwał jednak tyle ile planowałem. Start “ultrasów” wyprowadził z błogiego stanu snu i tak przyszło mi obserwować ich otwarcie biegów. Pare minut i jeszcze można było przymknąć oczy. Wreszcie ta właściwa pobudka, szybkie śniadanko i trzeba było się szykować. Szybka odprawa i ostrzeżenie o szerszeniach i przyszedł czas na start MaguRuna. Pierwszy kilometr wydał się tylko rozgrzewką przed tym co czekało. Pierwsza część trasy jak wydawała się łatwiejsza. Na ok. 10 kilometrze za punktem odżywczym zaczęły się schody. Najpierw podejście, a następnie strome zejście na którym nie odważyłem się zbiegać. Później można było troszkę nadrobić czasu straconego na podejściu i zejściu, a za chwilę kolejna górka. Uff, było już trochę lepiej. Gdy się zbiegało nie zauważyłem, kiedy zamiast skręcić pobiegło się prosto. Jednak później postanowiłem zawrócić i znów podejście. Jeszcze przebieżki przez łąki i szosę i się było na mecie. Można było się zregenerować oraz napić się dobrego piwka, oraz obserwować jak wbiegają kolejni zawodnicy dwudziestki, następnie ultramaratończyków na 58 i 92 kilometrów. Wieczorem organizatorzy przygotowali kolejną atrakcję w postaci ogniska. Były historie związane nie tylko z biegiem, był śmiech i co najważniejsze była świetna, można by rzec rodzinna atmosfera, a przy okazji były niesamowite widoki, dzięki którym można było się odprężyć. Nastrój biegu sprawia aby się zjawić na tych zawodach za rok, a rejony są warte odwiedzenia i częściej

Autor relacji: Paweł Łęcki